niedziela, 14 listopada 2010

magdalena


miałam do wyboru kilka cv, pośród których znalazłam magdalenę. już po rozmowie telefonicznej wiedziałam, że będzie śmiesznie. magdalena szczęśliwie przeszła rozmowę z królem julianem i została u nas zatrudniona. codziennie dostarcza mi wielkiej dawki rozrywki. jest po cholerze, gęba jej się nie zamyka, a ja jak ją widzę, to już z daleka się śmieję. dlaczego?

no choćby dziś. magdalena przychodzi do mnie i pyta:

- a jak zrobię sobie zamiast pół godziny piętnaście minut przerwy, to będę mogła wyjść wcześniej o tych piętnaście minut?
- teoretycznie tak. a gdzie ci się tak spieszy?
- bo ja taka niedospana jestem... a piętnaście minut to dużo czasu!
- a co robiłaś?
- a bo były u mnie koleżanki i odprowadziłam je na dworzec, a potem pomyliłam tramwaje. to znaczy wsiadłam do dobrego, tyle że jechał w przeciwnym kierunku... a potem to zrobiło się późno i musiałam nocnym wracać i zanim dojechałam do domu i położyłam się spać, to już musiałam wstawać
- a trzeźwa chociaż byłaś cholero?
- trzeźwa, trzeźwa. ja w ogóle nie piję, bo nie mogę. bo jakoś tak się potem dziwnie czuję. no, wiadomo, czasem jak wychodzimy gdzieś z ludźmi ze studiów, to coś tam wypiję, ale maksymalnie jedno piwo, bo więcej nie mogę. i piję przez dwie słomki. przez dwie, żeby było szybciej, a przez słomki, żeby było kulturalnie... i wtedy jeszcze więcej gadam, niż normalnie...
- matko świnto, to możliwe...?
- możliwe! a w ogóle to ja to mam po babci krysi, bo moja babcia też tyle gada. i jest artystką i pisze wiersze! a kiedyś był konkurs w szkole i babcia za mnie wiersz napisała i wygrałam i wszyscy myśleli, że ja taka utalentowana jestem! ale ja nie oszukiwałam! podpisałam ten wiersz tylko nazwiskiem, a babcia jest mamą mojego taty, więc nazywa się tak samo! no, a kiedyś jej powiedziałam, że z całej rodziny to do niej jestem najbardziej podobna, a ona na to: "oj wnusiu, żebyś ty jeszcze rządziła tak jak ja!"... a ona to jest taka, że czasem jej się nie chce odebrać telefonu. i kiedyś ten telefon dzwoni i dzwoni, a ja jej mówię, że ja odbiorę i powiem: "tu kancelaria hitlera!"

albo:

- ostatnio przyszedł klient i się kłócił, że powinien dostać rabat na skarpetki (mamy teraz rabaty na bieliznę). a ja mu tłumaczę, że skarpetki to nie bielizna. a on mi na to, że zależy jak na to spojrzeć. no to ja nie wytrzymałam, to było silniejsze ode mnie i mu odparowałam, że chyba raczej zależy od tego, gdzie je będzie nosił... a on się chwilę zastanowił i mnie pyta...oj nie, bo aż się wstydzę...czy ja mu sugeruję, żeby on te skarpetki założył na, za przeproszeniem, penisa??? no to ja musiałam jakoś wybrnąć i mówię mu, że nie i czy oglądał takie bajki, w których dzieci zakładały sobie skarpetki na uszy...?

ratunku!

jeszcze było coś o murzynie bez zęba, który pod starym kinem zaczepiał ją i jej koleżanki, a któremu nieopatrznie rzekła, że w tej ciemności zlewa jej się z otoczeniem...

aż się boję, co wymyśli jutro. jedno jest pewne: słuchając jej paplaniny nabieram w płuca dużo gazu rozweselającego...

1 komentarz:

Margarithes pisze...

Czasem dobra jest taka Magda, zagłuszy i popchnie dalej :)