piątek, 26 listopada 2010

o przyjaźni


Sted w swoich zeszytach podróżnych pisze:

"można mieć jednego przyjaciela i drugiego przyjaciela, ale ci przyjaciele nie muszą do siebie pasować, to znaczy uważać się też za przyjaciół."

zastanawiałam się kiedyś nad tym, jak to jest, że rozumiemy, lubimy się i jesteśmy kompatybilni z tak czasem od siebie (nawzajem) różnymi osobami. w zasadzie przecież powinno tak być, że skoro dogaduję się z tobą i tobą, to wy ze sobą też powinniście... i wysnułam na tę okoliczność teorię kolorów. kolor brązowy dobrze współgra z pomarańczem i tworzy ciekawe zestawienie z różem. róż i pomarańcz się gryzą. może o to chodzi? a co z brązem? czy to, że dopasowuje się do tak różnych barw świadczy o nim dobrze, bo taki elastyczny czy źle, bo taki nijaki? a może tu chodzi o to "wyzwalanie" poszczególnych warstw osobowości, różnych zachowań, zagrzebanych w odmętach pamięci tematów, które dawno pochowane, przy kimś nagle wypływają na światło dzienne...

a co z przyjaźnią między kobietą  a mężczyzną? jest możliwa...?

4 komentarze:

Margarithes pisze...

coraz mniej w to wierzę :(

salvador pisze...

Człowiek zaprzyjaźnić potrafi się z psem. Dlaczego nie miałby umieć przyjaźnić się z płcią przeciwną tego samego gatunku? Istotne pytanie, czy to jest przyjaźń- czy już może kochanie.

ananke pisze...

toteż właśnie :)

KONTRAPUNKT pisze...

przyjaźń między kobietą a mężczyzną istnieje do momentu, gdy któreś z nich się ohajta.Potem jest brak zaufania, smycz, kaganiec i niewygodne sprawozdania.