z głuchym szczękiem zatrzaskuję za sobą kratę przeszłości. nie mam złudzeń. chodzę po komnatach wewnątrz siebie, zwiedzam ich mroczne zakamarki. schodzę do piwnic. nic. pajęczyny i pustka. nie dociera tam nawet mały promyk słońca.
moja fantasmagoria... emocjonalny fantom. uroiłam go sobie. ale on nie istnieje dla MNIE, w MOJEJ rzeczywistości. jedyne co mam, to fantomowe bóle...
uczę się nowej gramatyki życia. nieśmiało zaczynam funkcjonować w osobie pierwszej liczby pojedynczej.
3 komentarze:
może, żeby było jaśniej- da się poluzować deskę w piwnicznym oknie?
sama sobie z tą dechą chyba nie poradzę...
Nie jesteś sama pipko :)
Prześlij komentarz