środa, 17 listopada 2010

o niepamięci


no... poszło. awariat nato znaczy. zajrzałam do swoich notatek w telefonie i aż się uśmiechłam :) bo połowy z nich nie rozumiem. mam taki zwyczaj, że jak coś mnie zaintryguje, zastanowi, to sobie zapisuję takie hasła do sprawdzenia na później. to później zwykle nie następuje lub następuje duuużo później. nastąpiło dziś. otóż (tu umieszczam duży dwukropek)

awariat nato, który mnie zbił z pantałyku okazał się być jakąś kapelą punkową, którą najprawdopodobniej gdzieś musiałam usłyszeć.

kolejny piękny termin: solpadeina :) sprawdziłam i nawet zdołałam sobie skojarzyć, skąd to wzięłam. moja kosmetyczka mi to kiedyś polecała jako lek na całe zło, a zwłaszcza na ból głowy...

albo Indra Sproge... a ta pani po wpisaniu w google mi się objawiła na facebooku. aczkolwiek pewna nie jestem, czy o tę Indrę chodziło... coś mi się po głowie kołacze, że znajoma na podstawie jej radosnej twórczości pisała pracę o liberaturze... ręki sobie uciąć nie dam, ale mogło tak być.

najbardziej mnie rozwalił enigmatyczny zapis o treści: 16161 pl aqua spar, który zawiera w sobie ni mniej ni więcej tylko przesłanie dotyczące modelu pralki:)

natomiast za diabła nie mogę dociec, kim może być alfred b. undgren :) jeżeli już google tego nie dźwiga, to ja tym bardziej nie wiem... :)

podobnie jest z numerami telefonów. sporej części osób w kontaktach zupełnie nie kojarzę, jakby ich sylwetki wyblakły na kliszy mojej pamięci.

ale to jeszcze nic, bo ostatnio zajrzałam do jednego ze swoich kajecików, w których zapisywałam kiedyś myśli nieposkromione i znalazłam coś takiego:


domniemuję, że to jakiś mój słowo- lub skojarzenio- tok, ale za boga nie wiem, o co mi chodziło... może to jakieś słowa- klucze miały być, cholera wie :)

to release me na końcu przywodzi mi na myśl tylko jedną rzecz: kawałek oh laura pod tym tytułem. kręte są meandry niepamięci...





Brak komentarzy: