poniedziałek, 22 listopada 2010
powroty...
"...jak na przyzwoitego studenta przystało, poszłam na wykłady. a wykłady miałam z filozofii, no wiadomo, to jest nudne... i jak tak siedzieliśmy, to mi zaczęło w brzuchu burczeć i wszyscy koło mnie zaczęli się śmiać. a ten profesor, co to prowadził, myślał, że my się z niego śmiejemy! i się oburzył, że każdy ma prawo do swoich poglądów i nie możemy śmiać się z jego! no i ja po tym wykładzie do niego poszłam i mu mówię, że bardzo przepraszam, ale to nie z niego się śmialiśmy, tylko z tego, że mi w brzuchu burczało. a on, siedemdziesięcioletni dziadek, uczony, mnie tak objął i przytulił i powiedział, że on mnie rozumie, bo mu też burczało! i będę miała nowego znajomego na fejsbuka!"
to kolejna historia magdaleny, oczywiście. zdumiona, że tak jeszcze umiem, na chwilę odcięłam się od rzeczywistości i bałam się, że powrót będzie ciężki. dzięki magdalenie zderzenie z codziennością nie było takie złe :) a swoją drogą widzę, że tu się zaczyna powoli tworzyć Jej fanklub ;) no jest cudna, nie da się zaprzeczyć :) a ja, słuchając jej, jakoś nie mogę się powstrzymać, aby choć w tak nieudolny sposób nie przekazywać tego dalej. toż to się nie może zmarnować...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
Zdecydowanie nie może się marnować.Jeszcze,jeszcze!:)
nie zaprzepaszczaj magdalenowych historii!!! przecie to jak bajka normalnie...powinna zostać reżyserem. Albo może Ty powinnaś, skoro to widzisz?
Napisz o niej książkę, będą ją kochać miliony:-)))
Jak przyjadę, poznaj mnie z nią, koniecznie!
Prześlij komentarz