piątek, 19 listopada 2010

ratunku!


temat magdaleny powraca. nie sposób przejść obok niej obojętnie, sama o sobie mówi, że kochają ją tysiące, a nienawidzą miliony... i myślę, że coś w tym jest. ja osobiście ją uwielbiam i uważam za ewenement na skalę światową, a jak tak dalej pójdzie, to naprawdę jakaś nowela co najmniej powstanie... oto magdaleny monologów ciąg dalszy:

***
...jak miałam 6 lat to pozazdrościłam bratu, że jeździ na motorze, a miał takiego starego rometa, i poprosiłam go, żeby mi też pozwolił poprowadzić. a że nie miałam kasku, to założyłam taki górniczy. i dobrze, że go miałam, bo jak dojeżdżałam do bramy, to zamiast zahamować, to dodałam gazu i poleciałam na tą bramę i aż się tym motorem nakryłam...

***

...a pierwszą jazdę na kursie miałam nocą i z naprzeciwka jechał samochód i mnie te jego światła poraziły, to zamknęłam oczy... a na egzaminie miałam skręcić w lewo i ja miałam zielone a przechodnie też mieli zielone, no to ja jadę a oni mi wychodzą na pasy, prosto pod koła! tak gwałtownie zahamowałam, że aż egzaminatora w szybę wmontowało. jeszcze nie zdążył dojść do siebie, a ja go zagaduję: no widzi pan, ile ludzi? jak w chinach! i zdałam! ale jakbym nie dostała kartki z napisem "egzamin zdany pozytywnie" to do dziś bym nie wiedziała!

***

...a jak pojechałam do domu na święta, ale nie święta zmarłych, tylko te nasze, to kierowca autobusu mnie nie zabrał, bo się krzywo uśmiechnęłam. a miałam wtedy na rano do pracy, więc stwierdziłyśmy z koleżanką, że weźmiemy taksówkę z radomia do warszawy (!!!), w tym samochodzie tak telepało, no niby był w porządku, ale czegoś mu brakowało, a fajnie było, bo się przynajmniej wyspałam. za kurs zapłaciłyśmy 300 złotych, ale to na pół, to jeszcze nie tak źle wyszło... z warszawy miałyśmy pociąg do poznania o 20.20 a na dworzec dotarłyśmy 10 minut za późno! bo za wolno jechał! a następny pociąg o trzeciej rano. no to poszłyśmy do knajpy z kebabami. a tam był pakistańczyk, który robił tureckie kebaby, nielogiczne to, ale prawdziwe... a ja miałam dwa i pół kilograma cukierków marcepanków, które dostałam od wujka i go poczęstowałam, a on nam zrobił kawę za darmo!

***

...kiedyś jak też wracałam z domu autobusem, to kierowca był pijany. ja zasnęłam, więc nie czułam, że jedzie slalomem, ale się obudziłam, jak zaczęło szarpać, a ludzie krzyczeli: panie, zatrzymaj się pan, bo nas pozabijasz! ktoś krzyknął, że on jest pijany, a ja mówię: a może zmęczony, dajcie mu kawy! ale w końcu któryś z pasażerów zadzwonił po policję. kazali mu dmuchać w balonik a ja z ciekawości zapytałam, ile miał i wyszło coś koło promila! no to nie mógł dalej prowadzić, więc poszedł spać do autobusu. a my czekaliśmy na następny autobus w środku w jakimś hotelu na recepcji. ale przyszedł kierownik i powiedział, że jak nie wynajmujemy pokoju, to nie możemy tam zostać i musieliśmy czekać na dworze, a tak zimno było. w końcu przyjechał ten drugi autobus, a ja nie chciałam martwić rodziców tym pijanym kierowcą, więc im powiedziałam przez telefon, że autobus się zepsuł i wykrakałam! bo ten drugi, co nas zabrał, zaczął się palić! zatrzymaliśmy się w lesie, żeby zobaczyć, co się dzieje. kierowca coś sprawdzał, a ludzie grzyby zbierali...

***

...mój tata to jest taki krejzol! jak był młody to jeździł na motorze i laski wyrywał! mnóstwo ich miał podobno! ale kiedyś się z jedną umówił, a jej odpadł od bluzki guzik. bluzka była zielona i guzik też, a ona w pośpiechu przyszyła go czarną nitką. tata po nią przyjechał i jak zobaczył tę czarną nitkę, to się tak zdenerwował, że sobie pojechał i ją tam zostawił! i pomyśleć, że jakby ona sobie ten guzik zieloną nitką przyszyła, to mogłoby mnie na świecie nie być!

***

a u nas jest taki stary organista, co sobie lubi wypić. i kiedyś był pogrzeb babci mojej koleżanki, a on zamiast marsza pogrzebowego zaczął grać marsz weselny! koleżanka nie wytrzymała, idzie do niego i mówi: panie, co pan robisz?! przecież to pogrzeb mojej babci! a on jej na to: ja mam w dupie twoją babcię! ...

***

a kiedyś byłam u kolegi ze studiów i zostawiłam u niego parasolkę. no to chciałam po nią pojechać, ale nie mogłam trafić. on mi podał adres ale mi się pomylił numer bloku z numerem mieszkania i chodzę, szukam, nie ma! no to pytam jakąś staruszkę, gdzie blok 176 a ona stanęła, myśli, i w końcu mówi: ja tu tyle lat mieszkam, ale takiego bloku to nie znam... i się spóźniłam, ale ja zawsze przychodzę później, żeby zrobić wrażenie i wychodzę wcześniej, żeby wszyscy żałowali, że już mnie nie ma...

***

...a jak ktoś będzie taki wiesz, nudny, to możesz mu powiedzieć: ja to jestem na swojskich jajkach, a ty jesteś taki dziwny, bo jesteś na jajkach z biedronki! no, kurczaczki... (magdalena nie przeklina, w charakterze przerywnika pojawia się u niej tekst: no, kurczaczki...) a ten twój kolega to przeganiał kogoś, kto nas podsiadł a ja mu mówię: ty to jesteś taki twardy, jak chleb z biedronki! :)

***

zjeżdżamy z magdaleną na dół schodami ruchomymi, które są dosyć strome i wysokie, magdalena się zamyśliła i mówi: ja to jak jadę tymi schodami na dół, to się czuję jak taka gwiazda filmowa! bo w górę to już nie... aż na tych schodach usiadłam...



6 komentarzy:

Margarithes pisze...

Oplułam się ze śmiechu :)

Porcelanowa pisze...

hahaha uśmiałam się ;] samonakręcająca się karatynka i taka niekończąca się opowieść w jednym ;]

KONTRAPUNKT pisze...

Magdalena jest wspaniała.

ananke pisze...

no nie da się ukryć :) do tego dochodzi mimika i szeroka gestykulacja- no ja jestem poskładana:)

lotnica pisze...

Magdalena jest moją idolką:-))) dawno się tak nie śmiałam. Muszę iść na jakieś ruchome schody i sprawdzić, czy jadąc w dół poczuję się jak gwiazda filmowa:-)))

ptaszka pisze...

:))))))))