czwartek, 27 stycznia 2011
isn't it ironic...?
poszłam po pracy do dragona na białe wiśnie. chłopcy plątali się pod nogami, a scena była demontowana przez jakichś innych obywateli. nie grał nikt. popatrzyłam ja sobie, obeszłam stare kąty, zajrzałam nawet do swojej świątyni dumania. mój ulubiony fotel zajęty był przez jakąś niewiastę. stwierdziłam, że nic tam po mnie i udałam się w drogę powrotną.
idę sobie, patrzę, stoi na chodniku żul i trzyma się za serce. na twarzy grymas bólu. "oho", myślę sobie. tyle się teraz mówi o znieczulicy. człowiek by na ulicy zszedł, a nikt mu ręki nie poda, bo każdy myśli, że pijak. podchodzę do niego i pytam, czy potrzebuje pomocy. skądś nagle wzięło się jeszcze dwóch chłopaków, stoją koło mnie i badają sytuację. jeden pyta: "wszystko dobrze?". a żul na to napastliwym tonem: "tak! wszystko dobrze! tu co drugi człowiek zwija się z bólu! wszystko dobrze! to takie enigmatyczne! sześć lat studiowałem filozofię u profesora kopalińskiego! i nigdy bym nie pomyślał, żeby rozmawiając z kimś trzymać ręce w kieszeniach!"
i co? człowiek chce pomóc, a zostaje opieprzony za niefortunnie sformułowane pytanie i brak manier :) przy okazji człowiek się zasępia nad kolejami losu ludzkiego. ktoś, kto z pozoru wydaje się być tak zwanym menelem, może mieć wyższe wykształcenie i być światłym człowiekiem. z kolei ktoś, kto nie został wyklęty poza margines społeczny, być może jest strasznym ignorantem, bo nie wie, kim jest/ był profesor kopaliński...
negatywy. dziś wszystko jest odwrócone. nawet ptaki w świetle iluminacji fary wydawały się być białe na tle czarnego nieba...
a jarosławców w polsce jest pięć. i nie wiem, w którym szukać. czego szukać, też nie wiem. może mi się przyśni ciąg dalszy tej historii. a może kiedyś się sama napisze?
ironia losu. nawet linka porządnie zamieścić się nie da, bo cofnięto pozwolenie. jeśli ktoś chce sobie posłuchać, to tylko opcja kopiuj/wklej wchodzi w rachubę :)
http://www.youtube.com/watch?v=Jne9t8sHpUc
i tak sobie myślę, że właśnie przez to kąsanie własnego ogona życie nie jest nudne i dostarcza powodów do uśmiechu. choćby krzywego. choćby smutnego. trzeba tylko umieć patrzeć...
moje śmieszne wywody i alanis razy cztery: to się dopiero nazywa schizofrenia! ;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Hehe, Profesor Kopaliński... nigdy nie słyszałam, żeby gdziekolwiek wykładał, z resztą to tylko pseudonim artystyczny, był językoznawcą, słynny słownik Kopalińskiego - to jego dzieło... Twojemu żulowi chyba chodziło o Leszka Kołakowskiego, ale to musiałby być stary żul. Kołakowski bodajże w latach 60 wyjechał do stanów wykładać na uniwerku... no albo żul to pospolity mitoman :) Buziole
ano o tym Kopalińskim to jo wim, a ten od żula filozofem miał być zdaje się, o ile dobrze zrozumieć mnie się udało...
Prześlij komentarz