środa, 26 stycznia 2011

jeśli tylko...


stojąc przed lustrem i malując kreskę na górnej powiece odniosłam niejasne wrażenie, że dziś w nocy ktoś wgryzał się w moje wargi. senne majaki pozostawiły jeden wyraźny ślad w głowie: jarosławiec. miejscowość, o istnieniu której do dziś nie miałam pojęcia. gdzie to jest? co mogłabym tam znaleźć? co chciała mi powiedzieć moja podświadomość?

zawieszona w oczekiwaniu między nocnym tramwajem a autobusem, zapatrzyłam się na drogę prowadzącą na stary rynek. coś mnie porwało. mocno poczułam, że spośród milionów mijanych ludzi tylko nieliczni noszą w sobie odpryski mnie. tak małe jest prawdopodobieństwo odnalezienia osoby, która ma wbite w osobowość drzazgi z tego samego drewna, które płonąc ogrzewa moje dłonie. tak wielkim prezentem jest spotkanie kogoś takiego. tak ogromnym marnotrawstwem jest niewykorzystanie takiej szansy.

tęsknota jest wrażeniem, że nie jest się w pełni sobą, że brakuje jakiegoś elementu układanki. jest niemożnością natychmiastowego podzielenia się swoimi wrażeniami z kimś, kto zrozumie i doceni. jest pustą przestrzenią między kropką a przecinkiem w średniku. dzisiejszej nocy jest mną.


3 komentarze:

Margarithes pisze...

Twój sen wydaje się spokojniejszy. Ja od kilku dni pływam, latam, coś się do mnie przyssało kilka razy i budzę się z uczuciem, topię się topię. I nieważne, że świetnie pływam. Nawet statkiem, parowcem i czym tam, co unosi uniesie woda. Sny przygodowe, a Ty romantyzm pełną gębą... a tęsknota jak na dłoni :***

pomylone garnki pisze...

puenta odskonała literacko.
dzień dobry.
a raczej dobry wieczór.

megob pisze...

... ukryjemy się gdzieś daleko na bagnach