środa, 5 stycznia 2011
magdalena powraca
nasz czujny pan ochraniacz przy pomocy koleżanki wyczaił dziś kobitę, co to chciała nabyć towar niekoniecznie drogą kupna... zawezwał był siły interwencyjne w postaci czterech rosłych policjantów (przy czym jeden z nich był rosły nadmiernie). magdalena bardzo się tym faktem przejęła, woła mnie na stronę i teatralnym szeptem rzecze:
- za mundurem panny sznurem! jesssu! tam na zapleczu są policjanci! wszyscy tacy przystojni i wysocy! jesssu! musisz iść i zobaczyć!
no skoro musiałam, to poszłam. obejrzałam ich sobie, pogadałam o sprawach technicznych ujęcia, po czym nie wytrzymałam i mówię im, że koleżanka bardzo jest wzruszona faktem, że ich tu tylu i że tacy piękni i w ogóle... a ten nadmiernie wysoki na to, że szkoda, że koleżanka sama tego ku nim nie wyartykułowała, bo z radością by jej oznajmił, że jest ich więcej, bo jeszcze dwóch zostało na dole... magdalena na tę wieść zwariowała...
a dowiedziałam się dziś od M. że magdalena któregoś razu nie była w stanie poskromić swej frustracji, jaka często bywa udziałem naszej niewdzięcznej pracy. był weekend, dzikie tłumy, straszne kolejki, ludzie tratujący wszystko, co napotykają na swej drodze, kupa szmat na podłodze i wszędzie indziej, gdzie nie do końca ich miejsce i ona jedna, usiłująca ogarnąć sytuację... nigdy jeszcze nie słyszałam, aby z ust magdaleny padły bardziej niecenzuralne słowa od jej słynnych "kurczaczków". M. mówi, że tego sławetnego dnia nie było jednak kurczaczków... magdalena w pewnej chwili osłabła w ferworze walki, złapała się rolki i wypuściła wraz z parą z uszu nieparlamentarne:
- kur... mać!!!
to musiał być epokowy moment :)
a wczoraj znalazłam rękawiczkę. po chwili skanowania dotarło do mnie, że należy ona do magdaleny, co więcej jestem w posiadaniu informacji na temat genezy powstania owej. otóż została wykonana przez babcię magdaleny, zapewne tę samą, która nie lubi odbierać telefonów. znalezisko to tym bardziej wydało mi się radosne, więc czem prędzej telefonicznie oznajmiłam posiadaczce, coby się nie martwiła, bo jej zguba jest w dobrych rękach, ale musi się wykazać i wymyślić jakiegoś fanta. i tym oto sposobem okazuje się, że jutro idziemy na piwo... jak znów będzie mi je piła przez dwie słomki, to się chyba rozpłaczę ze szczęścia :)
panie, jeżeli istniejesz, dziękuję Ci za magdalenę...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
5 komentarzy:
:-))
własnie mam zamiar ruszyć do akcji z racji wyprzedaży, ale muszę nadmienić, że jeśli widzę jakiegoś ciucha na podłodze, to podnoszę! nawet jeśli nie ja zrzuciłam! :-))
nie panu a magdalenu podziękuj, bo co jeśli nie istnieje??
magdalenu dziękuję codziennie... właśnie wróciłyśmy z rzeczonego piwa i magdalenu przygarnęłam byłam na noc, albowiem zaniemogło biedactwo... ;)
Magdalena jest moją idolką:-)) a piła przez dwie słomki?:-))
nie, co nie zmienia faktu, że skutecznie ;)
Prześlij komentarz