niedziela, 9 stycznia 2011

pamięć w obrazach zaklęta


dziś nie będzie zbyt wielu słów. będą obrazy. odkopane, odkurzone, z sentymentem pogładzone palcami... jakość ich nie najlepsza. raz- czas. dwa- eksperymentalny okres zenitowy. trzy- próba przełożenia tego, co analogowe na kod zero-jedynkowy. ale to dobrze. kocham je takimi, jakie są. prześwietlone, niewyraźne, niedoskonałe. moje. początki poznania. świat odbudowywany na nowo po tym, jak się po raz pierwszy solidnie zawalił.

mitoraj wyzwolony na starym, zanim wciśnięto go w sztywne ramy królestwa szczęścia i ułudy zbudowanego z czerwonej cegły. jeden z wielu, a jednocześnie jedyny w swoim rodzaju wschód słońca, na tle konfiguracji ptaków, która już nigdy się nie powtórzy. ukochane tory prowadzące w nieznane, złapane z teartalki. bałwan ulepiony spontanicznie z chłopcami o trzeciej w nocy w miejscu dziś wylanym betonem. zbita szyba, której historii nie jestem w stanie odtworzyć. bruk starego, który nasuwa mi na myśl jedynie cytat z pana, który swego czasu go zamiatał: "gołębie wydziobują okruchy dobrobytu, między krzesłem a podłogą wszystko po staremu"...







i tak sobie szukam recepty na odbudowanie świata po raz drugi. proces twórczy. to mi zawsze pomaga. może zacznę od lampki? daje takie zimne światło...

1 komentarz:

Margarithes pisze...

Akwarelkami, generalnie farbkami wodnymi :) No :) Nie cofaj się w przeszłość idź w przyszłość :) Cały czas mi to powtarzasz :)