poniedziałek, 24 stycznia 2011

wielokrotny orgazm



było chwilę przed siódmą rano. tak naprawdę to jeszcze środek nocy. przed podwojami, które miałam otworzyć, nie było jeszcze nikogo. usiadłam samotnie w ciemności korytarza na szerokim parapecie  i zagapiłam się przez okno.

panorama budzącego się miasta. niebo przecięte jak nożem dokładnie w połowie. dolna warstwa w odcieniu atramentowym, górna nieco jaśniejsza, upstrzona kleksami chmur wyciekającymi z kałamarza nocnego poety.

pojedyncze plamy świateł w oknach wieżowców i pionowy ciąg kręgosłupa klatki schodowej. łuny z reflektorów samochodów. tory co jakiś czas wyślizgiwane przez nadjeżdżający tramwaj.

i nagle to, co uwielbiam, kolejne źródło światła rozpraszające mrok. złote rozbłyski na styku przewodu sieci trakcyjnej i pantografu. iskry wystrzelone w zastygłe od mrozu powietrze. kocham to zjawisko. jest jak wizualizacja wielokrotnego orgazmu...


3 komentarze:

Margarithes pisze...

Wrażliwej kotce jak widać niewiele trzeba :)

lotnica pisze...

Pięknie piszesz...

megob pisze...

:)